
Ciało, psyche i komiksy.
Z Martą Szulc rozmawia Marta Kostecka
Marta Kostecka: Bardzo chciałam porozmawiać z Tobą na łamach numeru „Zeszytów Komiksowych” poświęconego Ciału właśnie, ponieważ Twoje podejście do obrazowania ciała w komiksie oraz nietypowy sposób przedstawiania, wyrażania go, jest wyjątkowy – ciało i psychika stają się dzięki temu jednością, a rysowanie ciała umożliwia precyzyjniejsze odzwierciedlenie stanów psychicznych.
Marta Szulc: Ja również cieszę z tego spotkania.
MK: Zanim w Twoim portfolio pojawił się komiks, pracowałaś w malarstwie, rysunku i grafice. W którym momencie poczułaś, że to właśnie komiks daje Ci przestrzeń do opowiadania o ciele w sposób, którego inne media nie umożliwiały? Co w komiksie cenisz szczególnie?
MS: Nie wiem, czy to jest kwestia wyboru mediów albo formy wypowiedzi artystycznej. Po prostu masz w głowie obraz, myśl lub ideę, którą chcesz się podzielić. Komiks i malarstwo nie stoją w opozycji, one wspaniale się uzupełniają i inspirują. Spleen opowiada fabularnie tę samą historię co moje obrazy, rysunki, czy obiekty z ostatnich pięciu lat, to wszystko dopełnia się.
Jeżeli myślę o jakimś przełomie, to był to moment kiedy zaczęłam dostrzegać związek ciała i emocji. Wtedy spotkałam się z koncepcją traumy Franza Rupperta (zorientowana na tożsamość teoria i terapia psychotraumy) oraz publikacjami Gabora Maté. Było dla mnie sporym odkryciem, że mogę nie mieć kontaktu z częścią siebie, albo że ciało może być źródłem informacji o psychice i mówi do mnie swoim językiem. Czucie idzie z ciała i jest pierwszym sygnałem o emocjach, przychodzi dużo wcześniej niż świadoma myśl.
A wracając do komiksu… jest dla mnie nową formą, której cały czas się uczę. Nie mam wypracowanych metod pracy ani własnego stylu. Oczywiście czerpię z mediów, które już znam, akwareli, rysunku, miedziorytu. Pierwotnie Spleen miał stylistycznie nawiązywać właśnie do miedziorytu, to widać na okładce ale i w pierwszych ilustracjach do albumu np. przy wyskakującym z głowy oku sposób cieniowania twarzy przypomina sztych. Ten pomysł narodził się po przeczytaniu Black hole Charles’a Burnsa, którego prace wyglądają jak odbitki linorytu. To kompletnie mnie zachwyciło, nie znałam wcześniej takich komiksów i od razu bardzo chciałam zrobić coś takiego! Później trafiłam na publikacje, gdzie autorzy mieszali style, czasami malując, czasami szkicując kadry, zaskoczyła mnie skala różnorodności form, to, że nie wszystko musi być zapięte na ostatni guzik, a czasami dobrze jak nie jest. Dzięki temu pozwoliłam sobie na większy luz i dalszy ciąg Spleena zaczęłam rysować ołówkiem. Dobrze móc pozwolić sobie na taki oddech.
Na początku traktowałam komiksowe rysunki jak formę notatek, które są dopowiedzeniem obrazu. W pojedynczym obrazie jest zawarta cała historia, to myślenie syntetyczne i statyczne. Komiks ma jeszcze czas i do tego możliwość (chyba nieskończoną) różnych dynamik w przedstawieniu historii. To dla mnie duże wyzwanie, bo instynktownie dążę do syntezy. Dlatego w 2021 roku wszystko mieściło się na paru kadrach, poza które bardzo trudno było mi wyjść. Wtedy bałam się, że przegadam moją historię i skompresowałam kilka lat pracy ze sobą na paru kartkach, które pojawiły się na wystawie Kobieta na Księżycu (2021, Centrum Sztuki Współczesnej Kronika, Bytom). Teraz, prawie rok po wydaniu albumu, widzę, że spokojnie mogłam opowiedzieć więcej i historia na tym by nie straciła. Ale to też kwestia nabywania doświadczenia.
MK: Spleen jest Twoim debiutem komiksowym, ale nie debiutem artystycznym. Co z wcześniejszej praktyki pracy z ciałem i traumą bezpośrednio „weszło” do tego komiksu, a co musiałaś wypracować od nowa, już w medium sekwencyjnym?
MS: Koncepcja ciała jako nośnika nieprzepracowanych emocji bardzo mocno zaznaczyła się w mojej twórczości, gdy doznałam urazu kręgosłupa. Bo wtedy to faktycznie poczułam, nie dało się nigdzie uciec, mogłam tylko leżeć. Do komiksu weszło ćwiczenie, które dostałam od fizjoterapeuty (chodzenie tyłem do przodu naprawdę miało miejsce). Próbując przedstawić, co czułam idąc w ten sposób, pokazałam korpus i nogi odwrócone w przeciwnych kierunkach, czyli brak wewnętrznej spójności, psychiczną niemoc, poczucie utknięcia w jednym miejscu. Ten motyw przewija się w Spleenie, jest też we fragmencie, kiedy dalej „idzie” tylko połowa mnie, a drugą zostawiam, co kończy się porażką. Czyli jak chcesz iść przez życie, to trzeba się zmierzyć także z tą niechcianą, niezaopiekowaną częścią siebie.
Do komiksu weszło sporo z innych prac, jak motyw zdefragmentowanego ciała (Kultura ciała), czaszki (Rozmowa czaszek i twarzoczaszka), ale też z popkultury. Jest nawiązanie do filmu Milosa Formana Lot nad kukułczym gniazdem, oczywiście Kawy i papierosów Jima Jarmusha w kadrach z rozmową, Twin Peaks Davida Lyncha, onomatopeja PING! została wzięta z maszyny, która robi ping! z Sensu życia według Monthy Pythona w reżyserii Terry’ego Jonesa i Terry’ego Gilliama… W mojej praktyce wszystko się przenika, więc czasami to komiks wydostawał się na zewnątrz, w przestrzeń galerii. Rysunki pojawiły się jako dwuipółmetrowe murale, albo zamieniły się w obiekt (przeskalowany igielnik-serce z komiksu Prezent, w który wbiłam pół kilo szpilek). Zabieg z muralami okazał się ciekawym doświadczeniem, bo skala ściany odziera obraz z intymności książki.
Długo pracowałam nad narracją, której na początku w ogóle nie brałam pod uwagę. Spleen miał być komiksem niemym. Kolejne wersje pokazały mi, że same rysunki tworzą zbyt hermetyczną opowieść, do tego pokazaną w surrealistyczny sposób. Poruszam temat, który jest bardzo abstrakcyjny – ciała jako informacji o traumie i jeszcze wprowadzam element rozszczepionej części swojego „ja”, można się pogubić. Dlatego wprowadziłam dialog, chciałam pokazać, z czego wynikają moje historie. Tekst, rozmowa z siostrą, okazał się koniecznym elementem, spoiwem między obrazami. Podobną rozmowę – wywiad przeprowadziłam z nią wcześniej, można ją przeczytać w katalogu online do wystawy Kobieta na Księżycu, są tam także pierwsze wersje komiksu.
MK: Rysując Spleen, pracowałaś z bardzo intymnym materiałem. Jak zmieniała się Twoja relacja z własnym ciałem i psychiką w trakcie pracy nad tym komiksem – czy rysowanie było formą konfrontacji, oswajania, czy raczej negocjowania granic?
MS: To, co tworzę, nie jest dla mnie terapią. To wynika z terapii, dzięki niej dostrzegam w sobie pewne mechanizmy. Sztuka/komiks pomaga mi oswoić się z bólem, czasami pozwala zobaczyć siebie w innej perspektywie.
Problemy z poruszaniem się i skierowanie na operację, to była mocna informacja. Pojawił się strach i złość na siebie, na swoje ciało, dlaczego się zepsuło, dlaczego jest takie słabe… Pojawiło się dużo autoagresywnych myśli. Zaczęłam zauważać, że traktuję ciało jak rzecz, o którą się dba i w razie potrzeby naprawia. Nie było miejsca na współczucie, bo je bardziej kojarzyłam z użalaniem się nad sobą i słabością. A to świadczy o sporym kryzysie i oddzieleniu się od siebie. Moja wizja tego, kim jestem, rozsypała się, trochę tak jak moje ciało.
To, że jest jakieś zranione „ ja”, którego nie chcę zobaczyć, to był kosmos! Zaczęłam mieć świadomość, ile jest w tym jest braku współczucia, okrucieństwa, ślepoty na własne potrzeby. W Spleenie symbolem rozszczepionej części jest samotne oko i jego podróż. Nie widać tego (i może jest to mój błąd), co dzieje się ze mną, pozbawioną tej części. W komiksie całe doświadczenie pracy terapeutycznej skompresowałam do słowa przepraszam – że nie widzę ciebie/siebie; że byłam dla ciebie/siebie okrutna; bo zależy mi na tobie/sobie… Zastanawiałam się, jak pokazać ten powrót do siebie. Bardzo chciałam, żeby było pozytywnie, że oko mnie znajduje albo, że na końcu drogi czeka oświecenie …różne fantazje o tym, jak terapia się kończy, a ja jestem szczęśliwym i kompletnym człowiekiem. Tylko wiedziałam, że to jest fałszywe. Dlatego zakończenie jest otwarte, proces trwa, są momenty lepsze i zupełnie do bani. Ostatnie słowa w komiksie dotyczą odpowiedzialności/ dorosłości, to jak przeżywamy rzeczywistość zależy od nas. Może banalne, ale trudne w doświadczaniu.
MK: Ciało w Spleen jest niestabilne, fragmentaryczne, podatne na deformację. Czy był to świadomy wybór formalny, czy konsekwencja sposobu, w jaki postrzegasz doświadczenia, które nas kształtują?
MS: Ta niestabilność i deformacja pojawiła się już w serii akwareli Kultura ciała. Postacie w tym cyklu są malowane kolorem indygo, w ich poranionych, taneczno – gimnastycznych pozach nie widać cierpienia, tak właśnie działa trauma, nie jesteśmy świadomi własnego bólu. W Spleenie widać ten sam zabieg, można chodzić ze złamanym kręgosłupem, podzielić się na części, spalić….
MK: XY: W Twoich pracach trauma pojawia się jako proces „osadzający się” w ciele. Jak rozpoznajesz moment, w którym doświadczenie cielesne domaga się przełożenia na obraz, a nie na inne formy ekspresji?
MS: Tak bardzo osadzający, że jedynym wyjściem które przychodzi mi na myśl, to spalenie tego ciała na popiół! To też jest ciekawe, jak rozumiemy słowo trauma, bo ono ma duży ciężar. Ostatnio sporo się go nadużywa. Nie wszystko, co nas spotyka w życiu, kończy się traumą, ale jeżeli doświadczamy czegoś, czego nie jesteśmy w stanie emocjonalnie pomieścić, to jest spora szansa, że to już w nas zostanie. Szczególnie, kiedy jesteśmy dziećmi i w naszych emocjach jesteśmy bardzo bezbronni.
Poprzez obraz łatwiej mi zobaczyć jakie emocje stoją za np. poczuciem pułapki/przytłoczenia. Trochę w gniewie i bezradności narysowałam ten fragment w którym się spalam, a odrodzenie się z popiołów to dziecinne marzenie o szybkich rozwiązaniach. Więc to nie jest moment, idziesz za doświadczeniem, to bardziej proces.
MK: Gdzie przebiega dla Ciebie granica między intymnością a nadmiernym odsłonięciem w komiksie?
MS: Spleen nie jest komiksem autobiograficznym. Nie pokazuję w nim konkretnej, osobistej historii i może dlatego nie mam poczucia odsłonięcia. Ale pracuję z emocjami w sztuce cały czas, więc możliwe, że tutaj moja granica jest przesunięta. Podejmując taki temat muszę o nim mówić szczerze, tylko wtedy ma to sens. Spleen jest komiksem intymnym, bo bazuje na moim doświadczeniu bycia w terapii – poczuciu pustki, rozbiciu, dezorientacji czy to co robię (terapia) w ogóle ma sens, ale jest inaczej intymny niż np. Blankets Craiga Thompsona czy Samotność w centrum wszechświata Zoe Thorogood.
Gdzie przebiega granica? Tutaj przede wszystkim trzeba ją znać, dla każdego będzie inna. To ważne, bo można ją przekroczyć nieświadomie. W kontekście komiksu (ale nie tylko) przychodzi mi na myśl sytuacja, kiedy nic nie wynika z przedstawionego cierpienia, zostajemy zalani cudzą rozpaczą. Nie dostajemy intymnej opowieści tylko pornografię bólu. Dla mnie to za dużo.
MK: Po Spleenie pojawiła się m.in. etiuda komiksowa w antologii Trójwymiar. Jakie było dla Ciebie przejście od bardzo osobistej, autorskiej narracji do pracy w ramach projektu zbiorowego i narzuconego formatu? Ile było w tym narzucenia, a ile Ciebie, bo historia ponownie wydaje się bardzo osobista.
MS: Narzuceń nie było w ogóle, była za to współpraca i to fantastyczna! Dotąd oprócz Pawła Rzodkiewicza i Małgorzaty Kozłowskiej pracowałam z Jakubem Jankowskim (zinek Horror). To zawsze jest wyzwanie jak ja widzę historię, a jak ją widzą scenarzyści, nawet przy bardzo dokładnym scenariuszu zawsze są rozbieżności.
Paweł i Małgorzata dali mi duży kredyt zaufania. Historia jest bardzo intymna, jest formą pożegnania. Starałam się podejść do tego projektu z dużą delikatnością. Chyba dlatego wybrałam akwarelę i kolor indygo. Dostałam scenariusz na podstawie opowiadania Małgosi bez podziału na kadry. Od początku budowaliśmy wizualnie tą historię we wspólnych rozmowach, bo tutaj najważniejsze było czucie. Uchwycenie czegoś, co wymyka się rozumowi, tak jak w tańcu.
MK: Czy rysowanie ciała w cudzym koncepcie zmienia sposób, w jaki o nim myślisz? Co w takiej sytuacji zyskujesz jako artystka, a co tracisz?
MS: Spotkanie z inną wizją zawsze jest wzbogacające, ale raczej nie zmienia mojego spojrzenia. Małgosia jest tancerką i jej językiem jest ciało i ruch. W tym projekcie ciało przekazuje emocje, tak jak ciało tancerki. Paweł i Małgosia dużo uwagi poświecili gestom rąk, ruchowi głowy, spojrzenia…dawali mi dużo wskazówek. Bardzo ważne było oddanie dynamiki ciała, które jest uwięzione i jego bezwład gdy spada. Jego materialność zmienia się w trakcie opowiadania, jest kruche jak porcelana, rozpada się, transformuje…dla każdego to może oznaczać coś innego.
MK Jaką rolę odgrywa dziś komiks w Twojej praktyce artystycznej – czy traktujesz go jako jedno z wielu narzędzi, czy jako medium szczególne w jakiś sposób?
MS: Wiesz, nigdy nie myślałam, że narysuję komiks. Za dużo tu dla mnie możliwości i decyzji – na etapie scenariusza, w sposobie poprowadzenia historii, wybrania stylu, koloru lub jego braku… więc ja czuję, że jestem na początku i mam jeszcze sporo do nauczenia się i odkrycia. Spleen jest zawieszony między komiksem a obrazem i już mnie korci, żeby coś w nim zmienić. Może dobrze, że nie mogę, pora zacząć nowe rzeczy.
MK: Pomyśl o kolejnych projektach: w jakim kierunku chcesz rozwijać opowiadanie o ciele – bliżej narracji osobistych, pracy koncepcyjnej czy zupełnie nowych form? A może masz już dosyć tej tematyki?
MS: Ten rok był wejściem w inny świat. Cieszę się z nowych znajomości, rozmów i spotkań, jestem za to wdzięczna. Z zarysowywaniem przyszłych planów zawsze mam problem, bo w komiksie i sztuce są one bardzo niestabilne. Myślałam o komiksie dla dzieci, ale boję się, że wyjdzie coś w stylu: z traumą na wesoło…więc może lepiej nie. A na poważnie to chodzą za mną różne zaczęte pomysły, które nie weszły do Spleena, a są mi bliskie i chciałabym je zrealizować. Myślę, że jak to u mnie wszystko będzie się przenikać, a motyw ciała, też na pewno gdzieś się pojawi.
MK: Bardzo dziękuję za rozmowę.
[Unknown A1]Prośba o podanie przy pierwszym pytaniu pełnego imienie i nazwiska Autorki wywiadu,a przy kolejnych pytaniach, zamiast „XY” – inicjałów.